Rada Nadzorcza kontrolowanego przez Skarb Państwa Bumaru odwołała prezesa spółki, p. Edwarda Nowaka. Jednocześnie, ta sama rada zatwierdziła kontrakt na dostawę do Indii 204 wozów technicznych, wynegocjowany przez odwołanego prezesa, o wartości ok 270 mln USD .

Branża ma wątpliwości, moim zdaniem uzasadnione, czy na tym kontrakcie da się zarobić: czy spółka nie będzie krwawić, dopłacając do każdej maszyny. W rzeczywistości krwawić może nie tyle sam Bumar, co bezpośredni producent, czyli zakład w Łabędach.

W logicznym modelu rządzenia spółkami, należało więc odwołać prezesa i odrzucić kontrakt, albo zostawić prezesa i zatwierdzić kontrakt, aby go zrealizował. Następca prezesa Nowaka będzie realizował kontrakt obarczony ryzykiem, a Nowak będzie mógł mówić, że wszystko byłoby dobrze, gdyby on był prezesem.

Rada ani MSP nie podało powodów odwołania prezesa.

 

Paweł Szałamacha

 

Dla osób spoza branży nieco tła:

W branży zbrojeniowej istnieje od lat napięcie pomiędzy Bumarem, a jego spółkami – córkami, oraz Bumarem, a spółkami które uniknęły wejścia do grupy. Spółki te twierdzą, że Bumar jest im niepotrzebny, przejada marżę zysku realizowaną na kontraktach, i jest wpychany na siłę jako pośrednik przez - nazwijmy to - kompleks militarno-wywiadowczy III RP.

Sektor zbrojeniowy należy do tzw. strategicznych. W latach 2006-2007 czekaliśmy dość długo z odwołaniem poprzedniego prezesa Bumaru p. Baczyńskiego. Potem poszły dalsze kroki, a o trafności tych zmian dowodzi mocny atak pt. „PiS odbija zbrojeniówkę”, w czołowym organie.